~~~~~~
Cała
kraina pokryta była czymś w rodzaju lodu. „Czymś w rodzaju”
ponieważ wizualnie go odwzorowywała, ale nie odczuwałam zimna.
Było tu pięknie. Wokół otaczały mnie przepiękne lodowe jaskinie
i góry, a wszędzie znajdował się śnieg. Spojrzałam na siebie w
odbiciu kryształowo czystej zamarzniętej wody. Miałam bose stopy,
a sama nosiłam letnią, białą oraz prostą sukienkę. Brązowe,
rozpuszczone włosy ułożyły się całkowicie naturalnie. Odruchowo
podrapałam się po kościstym fragmencie za policzkiem. Co ja tutaj
u diaska robię? Nie powinnam teraz być... Właśnie, gdzie?
Zmarszczyłam brwi w celu intensywnego myślenia.
-
Główkowanie nic nie da. - delikatny dziewczęcy głos odezwał się
z tyłu.
Spojrzałam
w kierunku z którego usłyszałam te słowa. Nieco dalej ode mnie
stała dziewczyna. Niska, szczupła, o delikatnych rysach twarzy.
Kręcone włosy sięgały jej za kolana, ale wyglądały na zadbane.
Przeraził mnie fakt, iż nieznajoma była całkowicie biała. Nie
blada, nie sina. Biała. Tak samo jak jej włosy, paznokcie, a nawet
strój. Jedynie jej oczy posiadały głęboki, zielony odcień.
-
Kim jesteś? - zapytałam.
Dziewczyna
zrobiła obrót wokół własnej osi. Wyglądało to, jakby tańczyła.
-
Cóż ci da ta odpowiedź? Aktualnie jestem osobą stojącą obok
ciebie. Zaraz zostanę osobą, której zadasz pytanie. Dzięki temu
moja tożsamość cały czas się zmienia.
Podrapałam
się po głowie.
-
Matko, co ja brałam...
Towarzyszka
przekrzywiła głowę.
-
Stosowniej byłoby wpierw zapytać : „Co ja tutaj robię?”.
Westchnęłam.
-
To też może być. Miejsce nie jest tak zmienne jak twoja osoba.
Więc co to za lodowa kraina i co ja tutaj robię?
Parsknęła
śmiechem. Wiatr zawiał. Nie wiem dlaczego, ale nie sprawiał, że
czułam się wyziębiona.
-
To wszystko dzieje się w twojej głowie. Masz majaki, dostałaś
bardzo silny lek.
Oparłam
się o jedną z gór.
-
Skąd to wiesz? Z takimi informacjami nie możesz być jedynie
majakiem.
-
Uch, sklejasz fakty nawet wtedy kiedy jesteś nieprzytomna? No
ciekawe. - poderwała się.
Z
gracją podbiegła do mnie. Nie minęła sekunda, kiedy znowu
ujrzałam jej twarz. Tym razem tylko jeden centymetr od mojej.
-
Powiedz mi.. - przechyliła głowę. - Za kogo się uważasz, Iris
Rail?
Zamrugałam.
-
Co?
Westchnęła.
-
Proste pytanie. Uważasz się za kogoś z Resvel, czy może lepiej
się czujesz na terytorium wroga?
Przełknęłam
ślinę.
-
Nie „proste”, tylko głupie. - z trudem powstrzymywałam drżenie
głosu. Ta dziewczyna mnie przerażała. Wiedziała coś, czego
wiedzieć nie powinna. - To chyba oczywiste. Uważam się za kogoś,
kim faktycznie jestem.
Zaśmiała
się dźwięcznie.
-
Hah, a to ciekawe.
Zerwał
się mocny wiatr.
-
Dlaczego?
-
Bo nawet nie masz pojęcia co czyni cię taką, a nie inną.
Zirytowała
mnie. W śnie również po mnie ludzie jeżdżą, no super. Wiem, że
jestem niedorobiona jakaś, ale nie trzeba mi tego ciągle wypominać.
-
Po prostu tatuś i mamusia się nie postarali kiedy mnie robili i
wyszło im takie dziecko made in china.
Parsknęła.
-
Masz niezłe poczucie humoru.
-
Uaktywnia się, kiedy ktoś mnie wkurzy.
I
dlaczego u licha rozmawiam z kimś, kto nie istnieje?
-
Dam ci jedną dobrą radę. Nie używaj tego pierścionka zbyt
często, nie jesteś przystosowana i może stać ci się krzywda. -
wskazała na podarek od Rilianny.
Zszokowana
patrzyłam na błyskotkę na mojej dłoni, której jeszcze parę
sekund temu nie było.
-
Do zobaczenia. - rzuciła.
Nie
zdążyłam nic powiedzieć. Jej słowa rozmyły się wraz z
delikatnym już wiatrem, a sylwetka zniknęła w bieli lodowej
krainy.
***
-
To nie będzie wymagać kroplówki. Podejrzewam, że tylko zasłabła.
Przesadziliście z tym całym armetrem. - znajomy, męski głos
szepnął.
-
Nie moja wina. Księżniczka tego chciała. - w otumanieniu
rozpoznałam Erianna. - Ale za to mamy już wiele dowodów, teraz
musimy czekać na wyniki morfologii i DNA.
Mrugnęłam.
O czym oni mówili? Lekko się podniosłam i przetarłam oczy. Eriann
rzucił się w moją stronę razem z mężczyzną w kitlu.
-
Nie wstawaj. - szepnął. - Leż spokojnie, wyczerpałaś się na
treningu. - głos młodego uspokajał mnie. - Zaraz podamy ci leki i
wszystko powinno wrócić do normy.
Zamrugałam
kilkakrotnie.
-
Gdzie ja jestem?
Krzątając
się odpowiedział :
-
W gabinecie lekarskim.
Rozejrzałam
się po sali. Przez chwilę miałam wrażenie, że ciągle znajduję
się w miejscu pokrytym lodem. Potrząsnęłam głową. Ten sen był
naprawdę dziwny.
-
A gdzie Rilianna?
-
Księżniczka jest aktualnie zajęta, wróciła więc do swoich
obowiązków.
Kiwnęłam
głową. No tak, przecież jest tutaj kimś ważnym, nie może
spocząć na laurach i mnie zabawiać.
-
Z powodu tego wypadku zostaniesz tu jeszcze jeden dzień. Bliscy już
zostali powiadomieni. Uparcie pragnęli cię odwiedzić, ale
stanowczo im tego zakazaliśmy. Powiedziałem, iż lepiej, by nie
oglądali cię w tym stanie.
Zmarszczyłam
brwi. Czy wszystko zmierza ku temu, bym tutaj zamieszkała na stałe?
W dodatku owy „wypadek” nie był poważny. Nie czuję się jakoś
źle, ani nazbyt wyczerpana.
-
Do czego wy u licha zmierzacie, przeklęte bałwany?
Nie
odpowiedział. Mężczyzna w kitlu wstał.
-
Jak dobrze pójdzie to za godzinę będzie panienka mogła zacząć
chodzić. Tylko musi panienka coś zjeść.
Zaśmiałam się kpiąco.
-
Nie ma tutaj księżniczki, więc darujmy sobie te sztuczne
uprzejmości, bo, aż mi się niedobrze robi. Przecież widzę z
jakim obrzydzeniem na mnie patrzysz, lodowa cholero.
Skrzywił
się. Odwrócił głowę, tak abym nie widziała jego zdegustowania i
mnie zignorował.
-
Najpierw proszę wypij to. - Eriann podał mi gęstą, pomarańczową
ciecz. - Zwykły syrop wzmacniający.
Chlusnęłam
na jeden łyk.
-
Eri, idę na dyżur do piwnicy. Zajmij się dobrze panią Rail. -
rzekł doktorek.
Chłopak
machnął ręką na znak zaakceptowania prośby.
Dyżur
do piwnicy? Kto normalny ma szpital w piwnicy? A w ogóle to po jaki
kij w zamku potrzebują szpitala? Tak często im straż choruje?
Lekarz
nawet się nie obejrzał i wyszedł.
-
Uważaj sobie. My też nie znosimy waszej rasy, ale staramy się być
mili, bo nasza pani nam kazała. Myślisz, że to takie fajne patrzeć
codziennie na twoją wpół zgniłą twarz? No nie bardzo. Poza tym
przed chwilą obraziłaś nadwornego medyka, jednego z najlepszych w
całym kraju, nie wspominając o regionie. Wasi szamani nie dorównują
mu do pięt, więc się zachowuj.
„Szamani”?
No teraz to gościu przegiął. Poderwałam się.
-
Co ty sobie wyobrażasz, co? Moja twarz nie jest „wpół zgniła”
tylko nasze skronie nie są pokryte skórą, to tyle idioto. I jacy
szamani? Nie wiem czego was uczą w tych szkołach, ale chyba coś
pokręcili.
Eriann
zaśmiał się z pogardą.
-
Ktoś kto preferuje żyć w norze pod ziemią na pewno nie ma
profesjonalnej opieki lekarskiej. Och, przepraszam... Może i macie,
ale wiesz, że kuracja korzeniami i jedzenie gleby nie jest zbyt
zdrowe? Chociaż w sumie, dla was może i w sam raz... Natura w końcu
uporządkowała ten świat hierarchicznie. Nie dziw, że ci, którzy
są na samym dole delektują się piachem.
Nie
wytrzymałam i rzuciłam się na niego. Miałam zamiar go uderzyć,
kiedy w moją głowę wdarł się przeszywający ból.
-
Widzisz? Nawet jeśli chcesz, to nie możesz. Jesteś teraz zdana na
naszą łaskę, więc siedź cicho i nie podskakuj.
Westchnęłam.
Gościu miał rację. Tak bardzo pragnęłam mu przywalić, ale nie
byłam w stanie.
-
Bądź grzeczna, ja zostawiam straże przy drzwiach. - spojrzał na
mnie lekceważąco.
Jego
oczy sprawiały wrażenie naprawdę zimnych. Chłodniejszych od
Rilianny. Nie wiem dlaczego, ale dopiero teraz to zauważyłam.
Eriann na pewno nie był miłym gościem. Nie tylko dla mnie, ale i
dla innych. Blond włosy sięgające trochę za linię żuchwy
dopełniały jego nieprzyjemnej postawy. Zawsze mnie dziwiło
dlaczego ludzie zimna zawsze byli trochę opaleni. Tj. posiadali taką
karnację. Mimo tej wakacyjnej cery i delikatnego zapachu słońca,
dało się czuć bijący od nich lodowaty chłód. Nie mogłam do
tego przywyknąć, więc za każdym razem kiedy Rilianna mnie
dotykała dostawałam gęsiej skórki. Jeżeli chodzi o Terran to
zazwyczaj nie posiadają konkretnego zapachu, ale na pewno nie da się
ich przegapić w tłumie... Czasami dziękowałam górze, że
urodziłam się Resvelką, bo naprawdę nie widziało mi się mieć
mega krzywych oczu, dwóch metrów wzrostu i karku pokrytego futrem.
Terranie często pracują jako ogrodnicy, czy botanicy. Jeśli już
opuszczają swój kraj. Zazwyczaj nie lubią ruszać się z miejsca
w, którym się urodzili, jednak nieraz zmusza ich do tego sytuacja.
Życie.
Delikatnie
podparłam się łokciami odruchowo chcąc sprawdzić godzinę na
telefonie. W sekundę ocknęłam się i uświadomiłam sobie, że
zabrano mi wszystkie rzeczy. Zamiast komórki w moje ręce dostał
się pierścień podarowany wcześniej przez Riliannę. Obejrzałam
go jeszcze raz. Gwiazda stale połyskiwała.
-
Nie używać go za często, co...? - powtórzyłam cicho słowa
tajemniczej nieznajomej ze snu.
Ścisnąwszy
go walnęłam się na poduchę. Głęboko westchnęłam. Zmrużyłam
leniwie oczy i wbiłam wzrok w tlące się pośród ciemnego
kryształu iskierki.
-
Co tu się u licha wyprawia... - zmieniłam głos w szept. - Chcę do
domu...
Czy
oni przywlekli mnie tu tylko po to, aby pokazać mi jaka jestem
beznadziejna? Aby rozłożyć Iris Rail na części pierwsze i każdą
z nich niszczyć kawałek po kawałeczku? Jeśli tak, to już nogi
mają z głowy. Królewna Śnieżka mnie mocno poobijała w czasie
„treningu” będącego tylko przykrywką dla wykazania jej chęci
mordu wobec sąsiadów.
Oczy
same mi się kleiły do snu.
Minutę
później byłam już w krainie Orfeusza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz