~Obudził
mnie cholerny, pulsujący ból w nogach. Poderwałam się.
Wiedziałam... Całe spuchły. Może miałam uczulenie na podany lek?
W pokoju panował półmrok. Zgadywałam, że było już po
osiemnastej. Rozejrzałam się dookoła. Lekarza nie było. Eriana
też nie. Na Riliannę nawet nie liczyłam. Nie musiałam mrugać
oczami, aby się rozbudzić i wstać. Ból zrobił to bardzo
skutecznie. Podparłam się o ramę łóżka. Nikt nie pomyślał o
tym, aby mi zostawić kule. Coraz bardziej żałowałam, że
wkurzyłam tego okularnika, bo teraz musiałam zamiast pomocnego
ramienia, używać pomocnej ściany. W kij mnie strasznie nawalały
nogi, a zwłaszcza stopy. Erian wspomniał, że zostawia straże przy
drzwiach. Pomyślawszy o tym, aby poprosić ich o pomoc szybko
pokuśtykałam do wyjścia. Stuknęłam.
-
Halo! Jest tam kto?
Cisza.
Wzruszyłam
ramionami i lekko nacisnęłam klamkę. Drzwi się otworzyły.
Wyjrzałam przez nie, pewna, iż ujrzę mężczyzn, którzy
odeskortowali mnie podczas pierwszego spotkania z księżniczką.
No
gały mi wypadły. Nie było tam ani ich, ani żadnych innych
strażników. Za co oni wam płacą do licha?!
Podparłam
się o ścianę na korytarzu i jeszcze raz się skupiłam. Myśl,
myśl... Blondas mówił, że lekarz ma gdzieś dyżur... Piwnica?
Klasnęłam w ręce. Tak, to była piwnica.
Postanowiłam
zaryzykować i opuścić pokój, skoro nikt mnie nie pilnował.
Piwnica logicznie myśląc powinna znajdować się na samym dole.
Myśląc nielogicznie znajduje się na górze. W sumie to nie wiem
jaki tok myślenia obierają Sanhilanie, ale ja wybieram ten
pierwszy.
Schodząc
najostrożniej jak tylko mogłam, unikając służek i straży, a
przy obrotowych kamerach stając się na sekundę niewidzialną,
doszłam jakoś na sam dół tej ogromnej twierdzy, bo inaczej nie
można tego nazwać. Było zimno, wręcz lodowato. Prawie jak mrożące
krew w żyłach spojrzenie Rilianny. Czy oni mają tutaj fabrykę
lodów? Może trzymają leki i mrożą, aby się nie przeterminowały?
Nie, to by była głupota. W każdym bądź razie miałam ogromną
nadzieję na szybkie znalezienie doktora. W korytarzu znajdowało się
bardzo dużo drzwi. Weszłam przez pierwsze lepsze. Na moje szczęście
były otwarte.
Ukazał
mi się biały, sterylny pokój. Miał dwie wnęki w, których pewnie
kiedyś znajdowały się okna, ale zostały zamurowane. Moje nozdrza
kuł ostry zapach środków odkażających.
-
Panie Yernn, nie mam wymienionej kroplówki. - słaby, dziewczęcy
głos doszedł mnie z rogu pokoju.
Spanikowałam.
W tym pokoju ktoś był! Powinnam przeprosić? Nie, chwila. Jeśli
ten ktoś nazwał mnie nazwiskiem jakiegoś Yernna to znaczy, że
jeszcze mnie nie zauważył. Ignorując ból w nogach skupiłam się
ekstremalnie i zniknęłam. Modliłam się o to, aby ten ktoś mnie
nie zobaczył. Skandal na skalę światową : dzika Resvelka
zaatakowała chorą Ineryjkę! Babcia by mnie zabiła, nie mówiąc o
strażach.
-
Panie Yernn?
Zza
zasłony w rogu, gdzie najpewniej była umywalka wyłoniła się
dziewczyna na wózku. Miała krótkie, czarne włosy. Przefarbowała
się? Nie ma mowy, aby zimni posiadali hebanowy kolor fryzury.
Zganiłam się w myślach. Nie o tym teraz powinnam myśleć.
Bardziej wmurował mnie fakt, że miała całą twarz owiniętą w
bandażu. Zostawiono jej otwór na usta. Przeszły mnie ciarki.
-
Nie jesteś panem Yernnem... - wyszeptała.
Zdziwiło
mnie to zdanie. Czy ja nie jestem już niewidzialna? Ogarnęłam
wzrokiem swoje ciało. Wszystko było okej. Co się dzieje?
Chora
powęszyła nosem.
-
Ach... To zdecydowanie nie lekarz, ani nie pracownik... Jesteś tu
nowy?
Nie
wiem czy zdawała sobie sprawę, że gada ze ścianą.
Zaśmiała
się.
-
Nie musisz być nieśmiały. Przemów. Wszyscy tutaj jesteśmy w
takiej samej sytuacji. Ale nie martw się. Tylko za pierwszym razem
tak boli, a potem będzie już z górki. - spuściła lekko głowę i
wbiła wzrok w dół. - Nie bój się, naprawdę. Oni ci pomogą,
nawet jeśli choroba postępuje. Podczas zeszłomiesięcznego badania
wycięto mi nerkę, aby pomóc dziewczynie co leżała obok mnie. I
tak zmarła. Ale robili wszystko, by ją uratować. - zaczęła
chichotać. - Przecież takich jak my jest tylko garstka, każdy
„specjalny” jest cenny. Spójrz tylko na mnie. Pół roku temu
uszkodzono mi specjalnie wzrok, po, abym mogła wyostrzyć zmysły.
Zrobili tą transformację tylko dla mnie... Więc się nie bój.
Wszystko będzie dobrze.
Przełknęłam
ślinę. To na pewno oddział psychiatryczny. Dziewczyna zachowuje
się jak jakaś wariatka. Obłąkana? Możliwe. Delikatnie się
wycofałam. Nie wiem nawet, dlaczego nie zrobiłam tego podczas jej
przemowy. Postawiłam stopę w tyle. Ruszałam się powoli, aby tylko
nie popaść w dekoncentrację. Szkoda tylko, że nogi mi od bólu
migały jak zepsuta żarówka.
-
Nie odchodź. Proszę. Porozmawiajmy! - dobiegł mnie błagalny ton
pacjentki. - Pachniesz intensywniej niż ja... Jesteś już po
transformacji?
Ignorowałam
ją. Ona postawiła sobie za cel kontynuowanie rozmowy i podjechała
bliżej mnie. I tak mnie nie widzi, więc dałam sobie ulżyć i
znowu stałam się widzialna. Teraz mogłam wycofać się szybciej.
Jednak im większego tempa nabierałam ja, tak samo ona. Nagle
gwałtownie przyspieszyła. W połowie pokoju zatrzymała się.
Zdziwiona chciałam odruchowo zapytać co się stało, jednak nie
mogłam przyznać, że naprawdę tu jestem. Wraz z hamowaniem jej
wózka rozległ się brzęk. Coś w stylu naszyjnika opadającego na
ziemię. Przyjrzałam się uważniej. Stanęłam w bezdechu. Cała
zdrętwiałam z szoku. Jej koła były przymocowane do łańcucha
zawieszonego na haku z końca pokoju. Przeszedł mnie zimny dreszcz.
-
Możesz dla mnie zrobić tylko jedną rzecz? I dam ci wtedy iść
gdzie chcesz... Proszę. Bardzo proszę. Pozwól mi dotknąć swojej
dłoni. Tak dawno nie czułam żadnej innej oprócz pana Yernna.
Zebrało
się we mnie na politowanie. Cicho podeszłam do wózka i wyciągnęłam
ku niej swoją dłoń. Nie mówiłam nic. Nie wiem jak, ale wyczuła
tą rękę.
-
Dziękuję...
Nagle
nieznajoma przyciągnęła mnie do siebie gwałtownie. Wbiła we mnie
paznokcie i wywaliła się razem z wózkiem, przygniatając mnie
swoim ciężarem. Oplotła moją szyję. Zacisnęła ją. Szeptała
coś niewyraźnie pod nosem.
-
DAJ MI TO! - krzyknęła ni z tego ni z owego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz