środa, 22 lipca 2015

Rozdział II (cz.II)

                                                                              ~~~~~~


~Obudził mnie cholerny, pulsujący ból w nogach. Poderwałam się. Wiedziałam... Całe spuchły. Może miałam uczulenie na podany lek? W pokoju panował półmrok. Zgadywałam, że było już po osiemnastej. Rozejrzałam się dookoła. Lekarza nie było. Eriana też nie. Na Riliannę nawet nie liczyłam. Nie musiałam mrugać oczami, aby się rozbudzić i wstać. Ból zrobił to bardzo skutecznie. Podparłam się o ramę łóżka. Nikt nie pomyślał o tym, aby mi zostawić kule. Coraz bardziej żałowałam, że wkurzyłam tego okularnika, bo teraz musiałam zamiast pomocnego ramienia, używać pomocnej ściany. W kij mnie strasznie nawalały nogi, a zwłaszcza stopy. Erian wspomniał, że zostawia straże przy drzwiach. Pomyślawszy o tym, aby poprosić ich o pomoc szybko pokuśtykałam do wyjścia. Stuknęłam.

- Halo! Jest tam kto?

Cisza.

Wzruszyłam ramionami i lekko nacisnęłam klamkę. Drzwi się otworzyły. Wyjrzałam przez nie, pewna, iż ujrzę mężczyzn, którzy odeskortowali mnie podczas pierwszego spotkania z księżniczką.

No gały mi wypadły. Nie było tam ani ich, ani żadnych innych strażników. Za co oni wam płacą do licha?!

Podparłam się o ścianę na korytarzu i jeszcze raz się skupiłam. Myśl, myśl... Blondas mówił, że lekarz ma gdzieś dyżur... Piwnica? Klasnęłam w ręce. Tak, to była piwnica.

Postanowiłam zaryzykować i opuścić pokój, skoro nikt mnie nie pilnował. Piwnica logicznie myśląc powinna znajdować się na samym dole. Myśląc nielogicznie znajduje się na górze. W sumie to nie wiem jaki tok myślenia obierają Sanhilanie, ale ja wybieram ten pierwszy.

Schodząc najostrożniej jak tylko mogłam, unikając służek i straży, a przy obrotowych kamerach stając się na sekundę niewidzialną, doszłam jakoś na sam dół tej ogromnej twierdzy, bo inaczej nie można tego nazwać. Było zimno, wręcz lodowato. Prawie jak mrożące krew w żyłach spojrzenie Rilianny. Czy oni mają tutaj fabrykę lodów? Może trzymają leki i mrożą, aby się nie przeterminowały? Nie, to by była głupota. W każdym bądź razie miałam ogromną nadzieję na szybkie znalezienie doktora. W korytarzu znajdowało się bardzo dużo drzwi. Weszłam przez pierwsze lepsze. Na moje szczęście były otwarte.

Ukazał mi się biały, sterylny pokój. Miał dwie wnęki w, których pewnie kiedyś znajdowały się okna, ale zostały zamurowane. Moje nozdrza kuł ostry zapach środków odkażających.

- Panie Yernn, nie mam wymienionej kroplówki. - słaby, dziewczęcy głos doszedł mnie z rogu pokoju.

Spanikowałam. W tym pokoju ktoś był! Powinnam przeprosić? Nie, chwila. Jeśli ten ktoś nazwał mnie nazwiskiem jakiegoś Yernna to znaczy, że jeszcze mnie nie zauważył. Ignorując ból w nogach skupiłam się ekstremalnie i zniknęłam. Modliłam się o to, aby ten ktoś mnie nie zobaczył. Skandal na skalę światową : dzika Resvelka zaatakowała chorą Ineryjkę! Babcia by mnie zabiła, nie mówiąc o strażach.

- Panie Yernn?

Zza zasłony w rogu, gdzie najpewniej była umywalka wyłoniła się dziewczyna na wózku. Miała krótkie, czarne włosy. Przefarbowała się? Nie ma mowy, aby zimni posiadali hebanowy kolor fryzury. Zganiłam się w myślach. Nie o tym teraz powinnam myśleć. Bardziej wmurował mnie fakt, że miała całą twarz owiniętą w bandażu. Zostawiono jej otwór na usta. Przeszły mnie ciarki.

- Nie jesteś panem Yernnem... - wyszeptała.

Zdziwiło mnie to zdanie. Czy ja nie jestem już niewidzialna? Ogarnęłam wzrokiem swoje ciało. Wszystko było okej. Co się dzieje?

Chora powęszyła nosem.

- Ach... To zdecydowanie nie lekarz, ani nie pracownik... Jesteś tu nowy?

Nie wiem czy zdawała sobie sprawę, że gada ze ścianą.

Zaśmiała się.

- Nie musisz być nieśmiały. Przemów. Wszyscy tutaj jesteśmy w takiej samej sytuacji. Ale nie martw się. Tylko za pierwszym razem tak boli, a potem będzie już z górki. - spuściła lekko głowę i wbiła wzrok w dół. - Nie bój się, naprawdę. Oni ci pomogą, nawet jeśli choroba postępuje. Podczas zeszłomiesięcznego badania wycięto mi nerkę, aby pomóc dziewczynie co leżała obok mnie. I tak zmarła. Ale robili wszystko, by ją uratować. - zaczęła chichotać. - Przecież takich jak my jest tylko garstka, każdy „specjalny” jest cenny. Spójrz tylko na mnie. Pół roku temu uszkodzono mi specjalnie wzrok, po, abym mogła wyostrzyć zmysły. Zrobili tą transformację tylko dla mnie... Więc się nie bój. Wszystko będzie dobrze.

Przełknęłam ślinę. To na pewno oddział psychiatryczny. Dziewczyna zachowuje się jak jakaś wariatka. Obłąkana? Możliwe. Delikatnie się wycofałam. Nie wiem nawet, dlaczego nie zrobiłam tego podczas jej przemowy. Postawiłam stopę w tyle. Ruszałam się powoli, aby tylko nie popaść w dekoncentrację. Szkoda tylko, że nogi mi od bólu migały jak zepsuta żarówka.

- Nie odchodź. Proszę. Porozmawiajmy! - dobiegł mnie błagalny ton pacjentki. - Pachniesz intensywniej niż ja... Jesteś już po transformacji?

Ignorowałam ją. Ona postawiła sobie za cel kontynuowanie rozmowy i podjechała bliżej mnie. I tak mnie nie widzi, więc dałam sobie ulżyć i znowu stałam się widzialna. Teraz mogłam wycofać się szybciej. Jednak im większego tempa nabierałam ja, tak samo ona. Nagle gwałtownie przyspieszyła. W połowie pokoju zatrzymała się. Zdziwiona chciałam odruchowo zapytać co się stało, jednak nie mogłam przyznać, że naprawdę tu jestem. Wraz z hamowaniem jej wózka rozległ się brzęk. Coś w stylu naszyjnika opadającego na ziemię. Przyjrzałam się uważniej. Stanęłam w bezdechu. Cała zdrętwiałam z szoku. Jej koła były przymocowane do łańcucha zawieszonego na haku z końca pokoju. Przeszedł mnie zimny dreszcz.

- Możesz dla mnie zrobić tylko jedną rzecz? I dam ci wtedy iść gdzie chcesz... Proszę. Bardzo proszę. Pozwól mi dotknąć swojej dłoni. Tak dawno nie czułam żadnej innej oprócz pana Yernna.

Zebrało się we mnie na politowanie. Cicho podeszłam do wózka i wyciągnęłam ku niej swoją dłoń. Nie mówiłam nic. Nie wiem jak, ale wyczuła tą rękę.

- Dziękuję...

Nagle nieznajoma przyciągnęła mnie do siebie gwałtownie. Wbiła we mnie paznokcie i wywaliła się razem z wózkiem, przygniatając mnie swoim ciężarem. Oplotła moją szyję. Zacisnęła ją. Szeptała coś niewyraźnie pod nosem.

- DAJ MI TO! - krzyknęła ni z tego ni z owego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz