wtorek, 9 czerwca 2015

Prolog


                  ~~~~~~~~~~~~~~~~~               


      W pokoju panował półmrok. Na środku palił się ozdobny świecznik, a całości klimatu dopełniał tlący się kominek. Starałam się coś dostrzec zza potężnej zasłony. Wyostrzywszy wzrok ujrzałam zarys otwieranych z hukiem drzwi.

- Wasza wysokość! Intruz z terenów Resvel wtargnął do naszego zamku! - krzyknął jeden ze strażników owej posiadłości, który jeszcze chwilę temu prawie wyważył drzwi.

Piękna i majestatyczna kobieta siedząca naprzeciw jego skrzyżowała ręce na piersiach.

- Intruz? Co to za głupoty opowiadasz? Żaden taki nie śmiałby postawić tutaj stopy po zaostrzeniu kar. Skąd masz te wieści?

Mężczyzna uspokoił się lekko.

- Moja pani, niejaki Arnold Malive ze straży drugiego skrzydła zapiera się, że widział tutaj człowieka z Resvel.

Dziewczyna zaśmiała się.

- Arnold Malive? Ten pijak? Niech najpierw skończy z chmielem, a potem możemy porozmawiać o wtargnięciu na moje tereny. Nie mam zamiaru robić zamieszania w środku nocy z powodu jednego alkoholika. Jeżeli znajdzie nagranie z monitoringu – proszę bardzo, wysłucham go. Jednak jeżeli kłamał, to cała straż na tym ucierpi.

Ochroniarz zmarszczył brwi.

- Rozumiem, wasza wysokość. Rozkażę go naprostować tak bardzo, jak się da.

Wyszedł w mgnieniu oka, jednak oszczędzając drzwi. Wypuściłam powietrze z płuc. Poczułam ogromną ulgę.

Zanim wyszłam z ukrycia czekałam dobre dziesięć minut na ucichnięcie sprawy.

- Możesz już to odsłonić. - rzekł zdecydowany głos.

- Dziękuję.- szybkim ruchem wydostałam się spod zasłony.

Ciągle nie wiedziałam, co się dzieje. Byłam lekko zdezorientowana. Zanim zdążyłam zadać konkretne pytanie, postać naprzeciw mnie zrobiła to pierwsza :

- Ile masz lat?

Przełknęłam ślinę.

- Siedemnaście.

Kobieta podrapała się po głowie.

- Dokładnie tak jak myślałam. Wszystko się zgadza... To zbyt dziwne, aby było prawdziwe. - westchnęła. - Imię i nazwisko matki.

Uśmiechnęłam się lekko zmieszana.

- Wasza wysokość, pytasz mnie o to już któryś raz z rzędu...

- Odpowiedz.

Ah, te lakoniczne żądania.

- Oksana Rail.

Wbiła wzrok w ziemię.

- Naprawdę nie pamiętasz jak i kiedy zginęła?

Pokręciłam głową.

- Byłam wtedy mała, a moja babcia nie chciała poruszać ze mną tego tematu. Wujek również nie miał na to ochoty. To był temat tabu.

Zerknęłam na twarz księżniczki. Wyglądała, jakby próbowała rozwiązać trudną zagadkę. Jednak ja ciągle nie miałam zielonego pojęcia, dlaczego tu jestem, po co mnie porwano, jaki jest cel tej „wizyty” i dlaczego akurat u tak ważnej osobistości?! Niech mi ktoś to cholera wytłumaczy!

- No dobrze, będę musiała jeszcze raz zajrzeć do ksiąg... - westchnęła. - Nawet po tak długiej analizie nie mam konkretnych dowodów. Gdybym tylko miała klucz do biura ojca, mam wrażenie, że wszystko stałoby się łatwiejsze.

- Ale co stałoby się łatwiejsze...? Wasza wysokość, najmocniej przepraszam za moje zuchwalstwo, ale siedzę już tutaj na oko dwie godziny, moi bliscy będą się o mnie martwić. W dodatku nie mogę pominąć faktu, iż...-ściszyłam głos- … przebywam tu nielegalnie.

- Rozumiem, również przepraszam, że stawiam cię w takiej niezręcznej sytuacji. Jednak będziesz musiała zostać w mojej posiadłości przez jakiś czas.

Oczy mi prawie wyszły na wierzch.

- Pani, ale to niezgodne z prawem! Czy ja czymś zawiniłam? Proszę, chociaż o jakąś wskazówkę!

Jej zamglony wzrok wydawał się patrzeć na zupełnie inny wymiar, niż mój. Jakby tutaj rozchodziło się o coś naprawdę istotnego.

- Nie, to ja popełniłam błąd, że nie zabrałam cię tu wcześniej... Iris, pokaż mi proszę jeszcze raz swoje ręce.

W myślach głęboko westchnęłam, ale zrobiłam to co mi kazała.

- Jedna żyła ciągle blado czerwona, a druga niebieska. - szybkim ruchem pochwyciła moją głowę i przytrzymała powiekę oka. - W gałce ocznej to samo. Niebiesko-czerwone naczynia.

- Nie wspomniałam o tym wcześniej, ale cierpię na wadę układu krwionośnego, jedna z tętnic jest niedrożna i nie przepuszcza energii.

Kiwnęła głową.

- Zauważyłam. Czy możesz ukrywać swoje pochodzenie?

Zamyśliłam się.

- Chyba tak... Muszę tylko się skupić, aby stworzyć tą iluzję.

- To świetnie, nie muszę obstawiać twojej komnaty strażą.

Coś mnie tknęło.

- Wasza wysokość wspomniała coś o dłuższym pobycie, a teraz o komnacie... Chciałabym oznajmić, iż zazwyczaj babcia nie pozwala mi być poza domem po dwudziestej, a aktualnie mamy dwudziestą drugą, w dodatku jestem na terenie obcego państwa i za to grożą moim opiekunom poważne kłopoty. Podsumowując te dwie sprawy teoretycznie już jestem martwa, a nie mam ochoty, aby być bardziej.

Nawet nie spojrzała w moją stronę.

- Jutro ci wszystko wyjaśnię. Na chwilę obecną proszę idź spać, to był ciężki wieczór. Twoja babcia i wujek zostaną powiadomieni jeszcze dzisiaj o wyjeździe na krajowy przegląd kół teatralnych szkół średnich.

Czyli nie będzie mnie tu trzymać wiecznie. Przeglądy teatralne trwają maksymalnie do trzech dni, więc prędzej czy później będzie musiała mnie wypuścić.

- Aleksander i Martin odprowadzą cię do pokoju. Są powiadomieni o zaistniałej sytuacji. Nie zrobią ci nic złego, a jeżeli coś się wydarzy – proszę poinformuj mnie jak najszybciej. Wtedy dostaną karę cielesną i grzywnę w zależności od czynu.

Przełknęłam ślinę. Nie wiem, mam się teraz uśmiechnąć i podziękować?

- Dobranoc, Iris. Spokojnego snu.

Kiwnęłam głową.

- Nawzajem, wasza wysokość...

Kobieta uśmiechnęła się.

- Mów mi Rilianna.

Księżniczka trzeciego regionu każe mi mówić do siebie po imieniu.
Co tu się do licha jasnego wyrabia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz