~~~~~~~~~~~~~~~~~
W
pokoju panował półmrok. Na środku palił się ozdobny świecznik,
a całości klimatu dopełniał tlący się kominek. Starałam się
coś dostrzec zza potężnej zasłony. Wyostrzywszy wzrok ujrzałam
zarys otwieranych z hukiem drzwi.
-
Wasza wysokość! Intruz z terenów Resvel wtargnął do naszego
zamku! - krzyknął jeden ze strażników owej posiadłości, który
jeszcze chwilę temu prawie wyważył drzwi.
Piękna
i majestatyczna kobieta siedząca naprzeciw jego skrzyżowała ręce
na piersiach.
-
Intruz? Co to za głupoty opowiadasz? Żaden taki nie śmiałby
postawić tutaj stopy po zaostrzeniu kar. Skąd masz te wieści?
Mężczyzna
uspokoił się lekko.
-
Moja pani, niejaki Arnold Malive ze straży drugiego skrzydła
zapiera się, że widział tutaj człowieka z Resvel.
Dziewczyna
zaśmiała się.
-
Arnold Malive? Ten pijak? Niech najpierw skończy z chmielem, a potem
możemy porozmawiać o wtargnięciu na moje tereny. Nie mam zamiaru
robić zamieszania w środku nocy z powodu jednego alkoholika. Jeżeli
znajdzie nagranie z monitoringu – proszę bardzo, wysłucham go.
Jednak jeżeli kłamał, to cała straż na tym ucierpi.
Ochroniarz
zmarszczył brwi.
-
Rozumiem, wasza wysokość. Rozkażę go naprostować tak bardzo, jak
się da.
Wyszedł
w mgnieniu oka, jednak oszczędzając drzwi. Wypuściłam powietrze z
płuc. Poczułam ogromną ulgę.
Zanim
wyszłam z ukrycia czekałam dobre dziesięć minut na ucichnięcie
sprawy.
-
Możesz już to odsłonić. - rzekł zdecydowany głos.
-
Dziękuję.- szybkim ruchem wydostałam się spod zasłony.
Ciągle
nie wiedziałam, co się dzieje. Byłam lekko zdezorientowana. Zanim
zdążyłam zadać konkretne pytanie, postać naprzeciw mnie zrobiła
to pierwsza :
-
Ile masz lat?
Przełknęłam
ślinę.
-
Siedemnaście.
Kobieta
podrapała się po głowie.
-
Dokładnie tak jak myślałam. Wszystko się zgadza... To zbyt
dziwne, aby było prawdziwe. - westchnęła. - Imię i nazwisko
matki.
Uśmiechnęłam
się lekko zmieszana.
-
Wasza wysokość, pytasz mnie o to już któryś raz z rzędu...
-
Odpowiedz.
Ah,
te lakoniczne żądania.
-
Oksana Rail.
Wbiła
wzrok w ziemię.
-
Naprawdę nie pamiętasz jak i kiedy zginęła?
Pokręciłam
głową.
-
Byłam wtedy mała, a moja babcia nie chciała poruszać ze mną tego
tematu. Wujek również nie miał na to ochoty. To był temat tabu.
Zerknęłam
na twarz księżniczki. Wyglądała, jakby próbowała rozwiązać
trudną zagadkę. Jednak ja ciągle nie miałam zielonego pojęcia,
dlaczego tu jestem, po co mnie porwano, jaki jest cel tej „wizyty”
i dlaczego akurat u tak ważnej osobistości?! Niech mi ktoś to
cholera wytłumaczy!
-
No dobrze, będę musiała jeszcze raz zajrzeć do ksiąg... -
westchnęła. - Nawet po tak długiej analizie nie mam konkretnych
dowodów. Gdybym tylko miała klucz do biura ojca, mam wrażenie, że
wszystko stałoby się łatwiejsze.
-
Ale co stałoby się łatwiejsze...? Wasza wysokość, najmocniej
przepraszam za moje zuchwalstwo, ale siedzę już tutaj na oko dwie
godziny, moi bliscy będą się o mnie martwić. W dodatku nie mogę
pominąć faktu, iż...-ściszyłam głos- … przebywam tu
nielegalnie.
-
Rozumiem, również przepraszam, że stawiam cię w takiej
niezręcznej sytuacji. Jednak będziesz musiała zostać w mojej
posiadłości przez jakiś czas.
Oczy
mi prawie wyszły na wierzch.
-
Pani, ale to niezgodne z prawem! Czy ja czymś zawiniłam? Proszę,
chociaż o jakąś wskazówkę!
Jej
zamglony wzrok wydawał się patrzeć na zupełnie inny wymiar, niż
mój. Jakby tutaj rozchodziło się o coś naprawdę istotnego.
-
Nie, to ja popełniłam błąd, że nie zabrałam cię tu
wcześniej... Iris, pokaż mi proszę jeszcze raz swoje ręce.
W
myślach głęboko westchnęłam, ale zrobiłam to co mi kazała.
-
Jedna żyła ciągle blado czerwona, a druga niebieska. - szybkim
ruchem pochwyciła moją głowę i przytrzymała powiekę oka. - W
gałce ocznej to samo. Niebiesko-czerwone naczynia.
-
Nie wspomniałam o tym wcześniej, ale cierpię na wadę układu
krwionośnego, jedna z tętnic jest niedrożna i nie przepuszcza
energii.
Kiwnęła
głową.
-
Zauważyłam. Czy możesz ukrywać swoje pochodzenie?
Zamyśliłam
się.
-
Chyba tak... Muszę tylko się skupić, aby stworzyć tą iluzję.
-
To świetnie, nie muszę obstawiać twojej komnaty strażą.
Coś
mnie tknęło.
-
Wasza wysokość wspomniała coś o dłuższym pobycie, a teraz o
komnacie... Chciałabym oznajmić, iż zazwyczaj babcia nie pozwala
mi być poza domem po dwudziestej, a aktualnie mamy dwudziestą
drugą, w dodatku jestem na terenie obcego państwa i za to grożą
moim opiekunom poważne kłopoty. Podsumowując te dwie sprawy
teoretycznie już jestem martwa, a nie mam ochoty, aby być bardziej.
Nawet
nie spojrzała w moją stronę.
-
Jutro ci wszystko wyjaśnię. Na chwilę obecną proszę idź spać,
to był ciężki wieczór. Twoja babcia i wujek zostaną powiadomieni
jeszcze dzisiaj o wyjeździe na krajowy przegląd kół teatralnych
szkół średnich.
Czyli
nie będzie mnie tu trzymać wiecznie. Przeglądy teatralne trwają
maksymalnie do trzech dni, więc prędzej czy później będzie
musiała mnie wypuścić.
-
Aleksander i Martin odprowadzą cię do pokoju. Są powiadomieni o
zaistniałej sytuacji. Nie zrobią ci nic złego, a jeżeli coś się
wydarzy – proszę poinformuj mnie jak najszybciej. Wtedy dostaną
karę cielesną i grzywnę w zależności od czynu.
Przełknęłam
ślinę. Nie wiem, mam się teraz uśmiechnąć i podziękować?
-
Dobranoc, Iris. Spokojnego snu.
Kiwnęłam
głową.
-
Nawzajem, wasza wysokość...
Kobieta
uśmiechnęła się.
-
Mów mi Rilianna.
Księżniczka
trzeciego regionu każe mi mówić do siebie po imieniu.
Co tu się
do licha jasnego wyrabia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz